I znow jest kolorowo... 7 Sep 2005

Znow sie zakochalem. Wlasnie poszedlem kupic kanapke kiedy pojawila sie Ona. Sliczna po prostu - troche dziecinna i zawsze usmiechnieta buzia, znajoma jakby z kad inad a jednak nie do konca. Siedze teraz i rozkoszuje sie ta chwila. Jutro moze juz jej nie bedzie - chwili znaczy.
Widze Ja po raz trzeci i wlasnie powzialem decyzje, ze nastepnym razem o czyms zagadam. Mam nadzieje, ze nie palne z miejsca, ze ja kocham. Musialem miec to jednak wypisane na twarzy bo usmiechala sie milo - mam nadzieje, ze do mnie. Przynajmniej chce tak sobie myslec.

Ostatnie reakcje po moich niesmialych probach wykazania glebszych uczuc byly nadzwyczaj dziwne. Pierwsza - obrazila sie na mnie na dwa dni - bo pomyslala, ze jestem niepowazny i bawie sie jej uczuciami. Jak kogos pokochac tak szybko? - pytala - Ano mozna.
Druga rozbeczala sie niczym przestraszony smarkacz. Jak sobie teraz mysle byla to wlasciwa reakcja - trzeba byc w koncu soba, czyz nie?

Taki to ze mnie Don Juan. Po prostu wspaniale. Mysle, ze dam sobie z tym spokoj na jakis czas - mowieniem mam na mysli. No wiec siedze jak na szpilkach i czekam na jutrzejszy dzien by znow pojsc i zobaczyc ta sliczna buzke. Eh, jade po farby.

 

back