Da Vinci... 9 Sep 2005

Umowilem sie dzis z Lukiem. Spotkanie "po latach" - zawsze je lubilem. Kilka drinkow na rozgrzewke w starych miejcach i bylismy gotowi by cos zjesc. Udalismy sie w kierunku jadlodajni - tym razem to niezwykle sympatyczna pizzeria w moim sasiedzwie. Przeskakujac kaluze krwi - doslownie - szlismy ciemna high street jako jedyni biali w zasiegu nie najlepszego juz o tej porze wzroku. Chyba po raz pierwszy zaczalem sie zastanawiac gdzie ja wlasciwie mieszkam.
Na starosc robie sie twardzielem - pomyslalem i od razu poczulem sie lepiej. Kolacja wysmienita. Na deser kelnerka niczym zywcem wyjeta z Lost in Translation - moj humor poprawil sie jeszcze o kilka kresek. Juz bylo goraca.

Pozniej Hoxton - Traffik - gdzie jedynym plusem byl a obecnosc Zywca a minusem obecnos kobiet - Bedroom - gdzie bylo wrecz odwrotnie. Dodalem kilka kresek do samopoczucia. Po raz kolejny od dluzszego czasu stalem przy barze i zwijajac papierosa dawalem sie ogladac niczym na wystawie. Nie powiem - podoblalo mi sie to.
To, ze mam swiadomosc tego kim jestem i robie to co chce robic - nie tu i teraz ale ogolnie. To, ze jestem jedynym trzezwym w calym tym barachle splatanych cial - tych pieknych i tych mniej. Wszystkich uraczonych jednak sowita dawka C25OH, THC badz LSD niczym pieprzone misie koala na eukaliptusowej orgii. Tania, skuteczna ucieczka od rzeczywistosci. A co w niej jest takiego kurwa zlego?
Nie wiem czy swiadomosc tego, ze nie musze pic by wprowadzic sie w dobry nastroj sprawiala iz czulem sie lepszy, czystszy - faktem jest, ze tak wlasnie sie czulem. Faktem jest, ze pilem rowniez. Raczej jednak dla zasady.
To wlasciwie caly ja - kobiety doslownie otaczaja mnie pajeczyna spojrzen a ja po prostu sobie stoje i robie kolejnego "rollie" uszczesliwiony fala ich wzroku. Casanova zza szklanej szyby. Jednorazowy numerek nigdy nie jest problemem w tym miescie. Problemem jest dlaczego mnie to nie bawi. Swiadomosc tego, ze ktos wlasnie robi komus bydlo skutecznie podcina mi skrzydla.

Pozwalasz trwac temu uczuciu - na ile? - na chwile.

W poprzedni piatkek prowadzilem ozywiona dyskusje z Sara. Sara twierdzila, ze zadna ale to zadna kobieta nie ma przyjemnosci z rozbierania sie przed mezczznami i robia to wylacznie dla pieniedzy. Jakkolwiek sluszna lub nie byla ta teoria - postawiona jako aksjomat wywolala moj gwaltowny sprzeciw. Dyskusja stala sie na tyle zacieta, ze powoli zaczelo nam brakowac barow w ktorych moglibysmy kontynuowac - wszystkie kolejno zamykano. Jak na ironie nastepnego poranka Sara obudzila sie w moim lozku co sprawilo mi nieklamana satysfakcje.

Moje dyskusje z Sara do zawsze bardzo uprzejme ostrzeliwaniesie z najciezszej artylerii.

"- Pani?
- Nie...
- Prosze..."
Auc!!!

Moze dlatego tak wlasnie ja lubie. Jej problem polega na tym, ze za wszelka cene stara sie mi udowodnic, ze w tym co robi jest ode mnie lepsza a przynajmniej nie gorsza. Moj problem polega na tym, ze na to gwizdze. Cudownie sie uzupelniamy.

Jednak dzisiejszego wieczoru bylem sklonny przyznac jej racje. Kobiety to swietne aktorki. Troche manipulacji z cyklu Jas i Malgosia w paiskownicy. Jas ma lopatke i buduje zamek. Proby Malgosi pomimo lopatki, grabeki, wiaderkla i calego posiadanego arsenalu ogrodniczego spelzaja na niczym. Podoba jej sie natomiast to co robi nasz Jasio a i on nabral jakby wiecej uroku. Rzeski Malgosi zaczynaja jakby szybiej trzebiotac...Czy Malgosia bedzie miec zamek? Zapewne tak...
Zenada. Tak sobie wlasnie rozmyslalem na te i inne tematy siedzac na stoliku i omiatany wzrokiem - tak, bylem troche prozny. Woda sie juz gotowala.

Wychodzac z klubu mialem nieodpparte wrazenie, ze wlasnie zstapilem z obrazu Da Vinci. Wmieszalem sie w tlum i udalem w kierunku przystanku. Nie mam zamiaru dac sie zabic badz okaleczyc na ulicy w imie niczego.

Ciezkie krople deszczu zaczely juz rozmywac kaluze krwi zamieniajac jew brunatna mase o trudnej do okreslenia konsystencji. W autobusie mocno pijane usmiechniete twarze - zastygle w tej mimicznej ciszy. Pozciagane na sile z galezi oraz te co postpadaly z drzew niczym przejrzale owoce - pieprzone misie koala wracaja do domu z jedna mysla w futrzanej glowie - spac. Takie z nich "sfaniaczki" Czarujacy widok - powaznie. Nie moglem zbyc usmiech z twarzy. Londyski piatek po prostu.

Po co to pisze? - Moze do tych co zachwycaja sie tygodniowa wersja londyskiego demo dla drobnomieszczanskich umyslow. SIkaja wrecz po nogach na widok przepychu i piekna obracajacych sie tu ludzi i calej reszty. Sztuka nie jest podziwianie ani bycie czescia tego widowiska. Sztuka jest poznanie calego tego gowna, ujrzenie go i pokochanie jako cos zupelnie wyjatkowego. Jako tla na ktorym mozna raczej zablysnac miast sie nim stac.

A ja wciaz czekam na nia przed sklepen z kanapkami - mam jakies przeczucie. Pedze na obiad ze znajomymi...

 

back