I znow mi sie przytrafilo... 9 Oct 2005

Piatek. Wczoraj biurowa impeza - dzis wszyscy umieraja. Moze poza Sara, ktora lasi sie do Kierana niczym marcowy kot - rownie dobrze moglaby wywesic transparent z napisem "przelec mnie". Pieprzony Stansted Express - godzina trzydziesci w obie strony. Niedobrze mi sie robi na sama mysl. A jednak pasuja do siebie. Moze jedno piwo po pracy cala brygada, moze jedno... dwa... trzy...

Siedze, kiedy nagle pojawia sie ONA - cudowna po prostu. Nogi ugielyby sie podemna gdyby nie fakt, ze juz dawno sa ugiete. Piekna, z usmiechem niczym slonce w niedzielny poranek. Rozplynalem sie w chwili i poszybowalem jak pecherzyk powietrza oderwany od scianki ku gorze (chlopaki - nie pekajcie ze smiechu jak stary pryk probuje sie wywnetrzac - sam nie wiem)

- Czy spojrzala na mnie? - nie jestem pewien.
Wiem, ze serce wali mi jak oszalale, wszystkie tematy, wszystkie przecwiczone na sucho podejscia nagle wyparowaly mi z glowy. Kupuje drinka... Co robic? - moze znow bede na NIA czekal tygodniami. Przy niej siedmiu facetow - gapia sie jak w obraz (moge im tylko zazdroscic dobrego gustu). Gasze swieczke na stoliku i wychodze na zewnatrz by poprosic o ogien..(strategia - Napoleon ze mnie kurwa mac, ze hej!). Na czole pulsuje mi wielki neon "JESTES FANTASTYCZNA" - a ja probuje go ukryc.

-Excuse me, have you got a light?
-Your t-shirt sucks - slysze od stojacego obok niej kolesia. Niezly poczatek mysle.
-So does yours mate- I reply...
Glupia konwersascja przelamuje pierwsze lody.

"Idzie do baru". Rany Julek, jest sama, idzie do baru - "rusz sie idioto!" Koncze "klotnie" z jej chlopakami (juz ich lubie) i podazam za nia.
Jezu, nogi miam jak z waty. Wydaje mi sie, ze znam ja od zawsze, no moze nie dokladnie od zawsze ale przynajmniej dwa lata... Co sie ze mna dzieje do cholery - "damn it", znow sie zakochalem - po czubki uszu w dodatku. Obiecales byc ostrozny Cabaj, obiecales... Rozmawiamy przez chwile, choc wiem, ze dla mnie to troche wiecej - pozostanie ze mna na dlugo. Nie zapytalem jak ma na imie - "You idiot !" - jak mogles o tym zapomniec? - nie wiem.
Wiem, ze znow ja spotkam. Przy sklepie z kanapkami. Wlasnie skonczylem jej obraz, zarys raczej.
Nie wiem, czy to jest TO.
TO juz spotkalem i chyba nigdy nie bedzie nic lepszego - jak piekny sen, ktory chce pamietac i pamietac i zapominam o czym byl, choc nadal go czuje - brak tylko kolorow, zapachu... Life goes on - always does. So does she.
Jest juz pozno - ide spac.

PS. Piotrus - bracie, zyc warto choociazby dla takich chwil! Bedzie dobrze!
I dla chwil kiedy znajujesz polowe jointa w lazience:) - Graham you bastard... relax baby, relax...

back

At the bar - 36" x 14" Acrylic on canvas