If you have completely nothin else to do... 02 Nov 2005

It's been a while... oh, well. anyway...
Chyba powinienem napic sie kawy - ktora to juz dzisiaj?... czwarta, piata? 4 dni spania po 4-5 godzin nie wychodza jednak do konca na dobre. W koncu mam nowy projekt i zapowiada sie calkiem, calkiem. Wlasciwie czuje, ze powinienem cos napisac ale nie do konca potrafie.

Jestesmy po ciemnej stronie mocy. Nie rozumiem jaki jest sens cofania zegara. O 5tej czujesz sie jak o 8mej - niby jak sie budze to jest jasno ale nie czyni to bynajmniej samego wstawania latwiejszym.

Pani S, ktora lubi byc w centrum uwagi przygotowywala sie ostatnio do wyjscia na budowe. Przygotowywanie sie do wyjscia w wykonaniu pani S to robienie wielkiego szumu wokolo i kokietowanie jak najwiekszej ilosci facetow (a moze tylko jednego) w tym samym czasie.
Znalazlwszy torbe na aparat zaskoczona wykrzyknela:
- Och to fantastyczne, ona ma nawet przegrodki na drinki! - glowa powoli opadlal mi na klawiature (przypuszczam, ze gdyby opadla szybciej ktos moglby to dostrzec) Podnioslem ja dopiero w podziwie dla pana K, ktory to oswiadczyl, ze z pewnoscia bylo by to uzyteczne przy fotografowaniu na pustyni ale lecz jego zdaniem moze to byc miejsce na obiektywy - Ach, byc brytyjczykiem.
Przez moment stanal obok mnie Rene z "Allo, Allo" krzyczac: "You stupid woman!"
I tak mam swiadomosc, ze wystarczy postawic przy mnie pralke i zrobie z siebie kompletnego idiote
W glowie klaruje mi sie mysl - z ludzmi (tymi ambitniejszymi) jest troche jak z psami. Im mniejsze i niepewniej sie czuje tym glosniej szczeka - oba jednak tak samo upierdliwe.

NIech mi ktos prosze powie, ze palenie haszu codziennie to jak picie piwa - tylko mniej szkodliwe - obserwuje mojego lakatora. Conajmniej jeden skret na dzien... facet to kompletna sierota zyciowa... Wracajac ostanio do domu zastalem go siedzacego z atlasem drogowym Walii i katalogiem Porsche na kolanach. Nie powiem nieco mnie to zaskoczylo - zapytalem wiec co takiego robi.
- I'm thinking of getting a farm in Wales and buying a porsche.
Ok, wiec facet nie ma pracy od dwoch miesicecy, z kazdej nastepnej wywalaja go po miesiacu probnym, siedzi w centrum Londynu gdzie ledwo starcza mu na jedzenie ale twardo jest przekonany, ze kupi sobie farme i samochood. Ok z drugiej strony od czego ma sie bogata matke.
-A farm in Wales? - How much wil it be? 100 grand?
- Something about that.
- Oh, and what are you exactly going to do there?
-Well, I'll drive around in my porsche ...
- I know that but I mean for living
- I'll grow my own food and I guess it's gonna take most of my time...

Spojrzalem na dogasajacego w rece skreta i spasowalem. Byc marzycielem to piekna i niepraktyczna rzecz i tu znow pojawia sie po przeciwnej stronie. Kupno srebrnej 911 rocznik 67 pozostawiam na kryzys wieku sredniego.

Tak, jestem dzis w nastroju nieprzysiadalnym. Spotkalem Ja na ulicy - po jak dlugim czasie? Nie pamietam juz. Szla z para znajomych. Wlasciwie to dobrze sie stalo bo chcialem z miejsca wypalic - Where the fuck you've been for all that bloody time? - cos mi jednak mowi, ze nie bylaby to najwlasciwsza rzecz..
Seize the moment I'd say.

Chinczycy fakktycznie maja problem z wymawianiem "R". Ktos mi powiedzial, ze koreanczycy z "F" - od razu wyobrazilem sobie jak ci dwoje umawiaja sie na Farrington...

Do Czarnobyla zaczynaja organizowac wycieczki - Ktos chetny? Nie chec mi sie jechac samemu.

Jutro Dublin. It's about time!

 

back