Gory i chmury 22 Aug 2005

W naprawde duzym skrocie:

Dzien 1

Troche zwariowany wyjazd w szkockie gory wlasnie dobiegl konca. Staje sie chyba niedowiarkiem - jeszcze wczoraj nie moglem uwierzyc, ze tam jestem a dzis, ze to juz koniec... na czas jakis rzecz jasna. Wyjechalismy w nocy z srody na czwartek i po 10 godzinach spedzonych w autobusie bylismy na miejscu... well sort of.

Jadac autobusem warto miec katar lub stopery do nosa - niektorzy maja tendencje do zdejmowania butow - tylko dlaczego raz na rok i akurat wtedy? Po godzinnej przerwie musialem sie zmusic do wejscia na gore - wybralo mi psyche przyznaje. Dotarlismy do Perth* a z tamtad stopem udalismy sie w kierunku gor - do Glencoe*
Z rzeczy wartych wspomnienia sa miedzy innymi:

Krotka wycieczka po miescie - nazwy nawet nie pamietam jako, ze wcale nie chcielismy sie tam znalezc - nadgorliwosc niektorych kierowcow ma swoje plusy i minusy. Wlasciwie nie bylo zbyt ciekawe - wyjazd z niego juz jednak tak. Poniewaz napotkalismy kolejnego nadgorliwego kierowce znalezlismy sie oczywiscie nie tam gdzie chcielismy. Po krotkim jednak czasie znow podazalismy we wlasciwa strone.

Przejazd na tyle minivana z irlandzkim kierowca i jego farmerska rodzina dlugo bede pamietal. Kanapa z plecaka - i trojka urwisow biegajacych po calej wolnej przestrzeni. Ona 4 letnia z plomienno rudymi wlosami o imieniu Shannone - szkoda, ze nie wyciagnalem aparatu - sliczna po prostu. Mama - bardzo sympatyczna - wysiadlem jakos odmieniony i ten stan utrzymywal sie przez czas jakis - radosc po prostu.

Na jakies 20 mil od celu udalo sie nam zatrzymac "starego" Defendera z dwoma ekscentrykami na pokladzie. Nazwalem ich David i Michael - jako, ze jeden do zludzenia przypominal Davida Bowie, a drugi nieco juz podchmielony mial ton i akcent Michael'a Cane'a. Nieco zwariowany przejazd przez mokradla ( to bydle potrafi byc naprawde szybkie ) w lejacym deszczu ale i ze sloncem na horyzoncie chylacym sie juz ku zachodowi zawsze bedzie wywolywal usmiech. Mimo usilnej namowy abysmy jednak jechali z nimi dalej - postanowilismy reszte trasy przejsc na nogach i poczuc poczatek tego po co tu bylismy - gor. Dotarlismy do Glencoe*!

Gory - mokradla, wrzosy, trawy do pasa i unoszaca sie wokol wilgoc - cisza... nie - raczej szum wodospadow i rzeki oraz strumieni spadajacych ze skalnych scian. Bajka po prostu. Noc poza kempingiem to bylo to czego oboje chcielismy. Pelnia i cale mrowie gwiazd na niebie, ktore akurat postanowilo zupelnie nie po szkocku sie rozchmurzyc i pokazac swoj wspanialy granatowy kolor. Rozbijanie po raz pierwszy namiotu po ciemku jakos poszlo sprawnie i po niedlugim okresie oboje spalismy jak susly.

Dzien 2

Poranek obudzil nas sloncem i wspanialym widokiem na parujace w snopach slonca stoki, przechodzacy nisko polap chmur i persektywa rozposcierajacych sie az po horyzont szczytow. Chcialem by ta chwila trwala zawsze. Musielismy sie jednak spieszyc - czekala nas przeprawa przez pasmo do Fort William* gdzie mielismy sie spotkac z Pawlem i Jo ( Joanna ). Po drodze wizyta w lazience czyli miejscowej rzece. Przez moment wydawalo mi sie, ze natrafilem nawet na zloto - cos sie pieknie blyszczalo w bursztynowej wodzie ale poniewaz nie poczulem zadnej rzadzy to chyba nie bylo to - po glebszej analizie okazalo sie to innym dosc kruchym materialem a ja przekonalem sie, ze pieniadze jakos na mnie nie dzilalaja, hmm - a powinny? Jest przeciez tyle innych wartosciowych rzeczy, ktorych nie mozna kupic..
Piecio - godzinny marsz dolina i przez las byl wylacznie przyjemnoscia - slonce i deszcz na przemian to chyba juz norma do ktorej zdazylismy sie przyzwyczaic. Dzieki rozmowie czas plynal szybko - zdecydowanie za szybko.

Spotkanie w miescie - wreszcie duzy samochod i wyscig z czasem by pojawic sie na Isle of Skye** o 10pm by zdazyc na pokaz projektu The Storr - ktory sam w sobie byl rozczarowujacy. Jednak droga na szczyt Old man of Storr* przy pelni ksiezyca i bezchmurnym niebie przez las i zbocza byla sama w sobie ekscytujaca.
Sam projekt - coz, "ja bym to zrobil lepiej" - to chyba najtrafniesze z okreslen. I pomyslec, ze spedzili nad nim 4 lata - Gdzie? Kiedy? I jak to? - 4 lata?, Eh!
Szkoda iz caly potencjal nie zostal wykorzystany - brak chociazby prostego przeslania calej instalacji. Ale jak sie domyslacie i tak bylo swietnie!

Szybki postoj na kempingu i po kapieli bylismy juz gotowi do drogi. Pozostawiony pod prysznicem zegarek wzialem jako dobry omen, ze czas nie ma znaczenia - no dobra, troche szkoda - fajny byl.

Dzien 3

Objazd po wyspie skapanej w sloncu - wiatr we wlosach - kto mial ( nie moich z problemow technicznych rzecz jasna, ale mimo wszystko:) ). Brak oleju w silniku - wizyta u miechanika rozwiazala problem. Pozniej krotki spacer, ktory przerodzil sie w dluga wspinaczke na szczyt jednego ze wzgorz. Podejscie pod podstawe gory przez podmokle mchy i wrzosy gdzie nowe buty sprawdzily sie znakomicie. Jezeli wchodziliscie kiedys po prawie pionowej scianie kamieni i wrzosow i wszelkiej masci zieleniny to wiecie o co chodzi. Krotkie odpoczynki z nogami zwieszonymi w dolna trawiastych polkach by zrobic kilka zdjec i znow do gory. Widok zapieral dech w pierciach - jak ktos mial. Mimo wszystko zrobilo na mnie wrazenie.
Po wejciu na wierzcholek w zasiegu ukazywal sie nastepny i nastepny i jakos nie moglem przestac piac sie w gore. Chcialem tam tak po prostu zostac - rozbic namiot i spedzic noc - musielismy jednak wracac. Dlugi przejazd w kierunku Glencoe - tym razem na kemping zbyt zmeczeni by szukac czegos innego - i w ciszy skal zostala odlozona na niedaleka mam nadzieje przyszlosc. Nazajutrz wszak czekal nas dlugi powrot w kierunku domu.

Dzien 4

Sniadanie, okolicznosciowe kartki, wyjazd na 10 godzinna trase do Birmingham gdzie postanowilismy sie rozdzielie i wrocic do Londynu stopem co o 10pm nie jest takim latwym zadaniem. Zlapalismy stopa do Sloth ( 30mil od Londynu ) i przynajmniej ja poszedlem spac. Obudzilem sie ku mojemu zaskoczeniu w ... Londynie - kierowca stwierdzil, ze podrzuci nas na miejsce! Jeszcze tylko autobus, taxowka i dom. Dochodzila 2.30am. Zasnalem - nawet nie wiem kiedy - dzis do pracy dotarlem na 1pm. Ja juz chce tam wracac!

Mysli po...

Jazda stopem to dziwna rzecz: jak stoisz i czekasz na samochod to powoli zaczyna ci brakowac przeklenstw by obdarzyc wszystkich tych co sie nie zatrzymaja. Jednak gdy juz zaczynasz sie powtarzac to wlasnie jakis staje i wtedy nie wyobrazasz sobie innej metody podrozowania. Chyba, ze akurat siedzacy z tylu pies probuje odgryzc ci glowe. Metoda by nie sie nie bac zawsze dziala przy duzej dozie wyobrazni.

Labradory bywaja lagodne... nie!

Samochod to rzecz pomocna ale bynajmniej nie wolnosc - nie w gorach przynajmniej, nie na wyjezdzie i wogole nie. Zreszta coz to za wolnosc do ktorej trzeba wracac - ktora cie ogranicza?

Generlanie im drozszy samochod tym mniejsza szansa, ze sie zatrzyma - dziadki i dorobkiewicze w mercach, bmk-ach i sabbach sa na smutnym koncu tego lancucha. Powyzsze twierdzenie jest odwrotnie proporcjonalne jezeli jestes blondynka o dlugich nogach - a podobno mamy rownouprawnienie - tak.

Nowe slowko na dzis to: "Midges" - czyli tak zwane tu meszki - wlaza wszedzie, gryza nawet w deszczu i lataja w stadach po 2 miliony i wiecej. 5 x mniejsze od komara i tyle samo bardziej upierdliwe - do tego ze skrzydelkami w technologi Stealh - nie do wykrycia jednym slowem. Tu jak zawsze pomocna chemia, ktora zawsze mozna kupic w sklepach podrozniczych. Jak to ujal jeden ze sprzedawcow kiedy zadalem mu pytanie czy ma na to cos jakas magiczna mixture:

- We've got 2 - the natural one and another which is more effective but has got more chemicals in it.
-Which one is better d'you recon? -
zapytalem ( chemii zawsze sie obawialem - juz w liceum )
-I always prefer the natural way. Are you going to camp?
-Well, I guess so.
- Go for the best then -
pokiwal z przkonaniem glowa i wreczyl mi flakon czystej chemii.


Ale dziala i jeszcze zyje. Nawet sie opalilem. Zaraz, zaraz - czy to napewno od slonca...

Jezeli nie chcesz by padalo kup nieprzemakalne spodnie - im drozsze tym wieksza gwarancja, ze beda to wyrzucone pieniadze. Zawsze jednak kupujesz sobie pogode.

Chce sie znow wspinac - zapisuje sie na scianke - na razie jednak trzeba zrzucic tu i uwdzie - zegnajcie slodkie "brownies" - buuu!

Zdjecia wkrotce.
*linki do stron gdzie mozna looknac na kilka zdjec - znalezione na google
** opcjonalne linki :
http://www.undiscoveredscotland.co.uk/areaskye/index.html

back