Eureka Street... 28 Aug 2005

"...Poslyszalem jak ktos wola Ruth. Zatrzymalismy sie. Jednego z jej kolegow ladowano wlasnie do suki. Twarz mial zalana krwia, ale chyba bardziej przerazil go widok Ruth w moim towarzystwie. Zawolal jeszcze raz i zniknal we wnetrzu wozu. Ruth zrobila krok, ja natomiast tkwilem w miejscu.

- Czy to nie byl twoj przyjaciel?
- Owszem - mruknela.
- Nie masz zamiaru jakos zareagowac?
- Na przyklad jak?
- Nie wiem. Wygladal nieszczegolnie. Nie martwisz sie o niego? Przeciez to twoj kumpel.
Wydela wargi.
- Wlasciwie uwaza sie za mojego chlopaka.
- Co takiego?
- To juz dawno skonczone. Po prostu jeszcze mu o tym nie powiedzialam.
- Slucham?
- To wcale nie takie latwe.
- Jak dlugo jestescie razem?

Ruth znow wydela wargi, wysunela do przodu jedna stope i z zadartym wojowniczo podbrodkiem zaczela wiercic obcasem w ziemi. Nagle ten ograny chwyt przestal robic na mnie wrazenie.

- Jak dlugo? - powtorzylem.
- Dwa lata.
- Jasny gwint!
- To nic wiazacego - usmiechnela sie z wysilkiem.
- Odnioslem wrazenie, ze on jest innego zdania.
- Nic na to nie poradze.

Wpatrywalem sie w nia oslupialy. Byla najladniejsza dziewczyna z jaka kiedykolwiek mialem do czynienia, tak subtelna, ze ogarniala mnie chec, by wyplakac sie na jej kolanach, a zachowywala sie jak... Dlaczego to robila? Otaczala nas wrzawa, miotali sie gliniarze, protestowali manifestanci, a Ruth po prostu stala patrzac sie na mnie w milczeniu. W calym tym bezsensie wygladala bardziej pociagajaco niz ktokolwiek mial prawo wygladac. Pomyslalem o jej pobitym chlopaku. Rozpoznalem uczucia, ktore odmalowaly mu sie na zakrwawionej twarzy, kiedy go zabierali. Pomyslalem o Sarze. Zabraklo mi tego czegos, dzieki czemu moglbym sprostac jej oczekiwaniom. Patrzac na Ruth zalowalem, ze tak jest, ale na to ja z kolei nic nie moglem poradzic. Ukonczywszy dwudziesty szosty rok zycia postanowilem zwalczyc w sobie glod pozadania. Podjalem taka decyzje, poniewaz wiedzialem, ze najwspanialszy seks w dziejach nie jest wart dwudziestu sekund czyjegos smutku.

- Widze tam twoich znajomych - odezwalem sie wreszcie - Chyba powinnas do nich dolaczyc.

O, ta sliczna twarz umiala stwardniec w mgnieniu oka. Ruth obejrzala sie.

- Chcesz tego?
- Chyba tak bedzie najlepiej, nie sadzisz?

Usmiechnela sie bez krzty ciepla.

- Wystarczy ci obslinianie sie?

To tyle, pomyslalem, jesli chodzi o magie pierwszego pocalunku.

- I tak jestes za stary - dodala msciwie. - Mam dopiero dwadziescia jeden lat.

Sprobowalem sie usmiechnac.

- A ty ile?
- Piecdziesiat siedem.
- I na tyle wygladasz.
- Mam nadzieje, ze twoj chlopak nie odnisl ciezkich ran - powiedzialem najlagodniej jak zdolalem.
Ruszyla naprzod. Po paru krokach zatrzymala sie i odwrocila do mnie.
- Wiesz Jake, jestes obrzydliwym swietoszkowatym dupkiem - stwierdzila i odeszla.

Dlaczego kazda poznana ostatnio osoba po jakims czasie zaczyna mnie obrzucac wyzwiskami? Zapalilem papierosa i skierowalem sie do samochodu. W ciagu dwoch dni zrezygnowalem z dwoch niebrzydkich, pociagajacych i chetnych kobiet. Chyba sie starzeje...."

back