Test na stres 07 Aug 2005

Umowilem sie dzis z Luke'em na Angel - biedny chlopak zatrzasnal sobie drzwi od mieszkania. W drodze na obiad natknelismy sie na intrygujacy napis >FREE STRESS TEST< co jak na niedzielne popoludnie nieco mnie zaintrygowalo. Bylem w wystrzalowym humorze - niedziela, slonce, wlasnie rozpakowale graty i w sercu ciagle myslalem o Marii - czego mozna chciec wiecej.

Niemiej zaciekawiony podszedlem zapytac sie o co chodzi. Pani wcisnela mi w dlonie dwa stalowe cylindry podlaczone kabelkami do drewnianego pudelka z mnostwem pokretel i kazala sie zrelaksowac. Wytlumaczylem jej, ze nie mam portrzeby sie relaksowac - jest niedziela, swieci slonce, poznalem dwie piekne hiszpanki i wlasnie ide na obiad w mojej ulubionej dzielnicy. Pani usmiechala sie do mnie i cos tam sobie majstrowala przy urzadzeniu, ktore do zludzenia przypomninalo wykrywacz klamstw w Lowcy Androidow - pani swoja droga tez wygladala jak lowca androidow co w moich oczach czynilo caly test bardziej wiarygodnym.

Po wykalibrowaniu urzadzenia - co nie bylo znow wcale takie latwe poniewaz jak wczesniej wspomnialem tego dnia bylem niesamowicie wyluzowany i to raczej pani zaczela wykazywac lekkie objawy stresu w obawie czy urzadzenie aby na pewno dziala. Wreszcie wskazujac na tarcze wytlumaczyla mi, ze im bardziej strzalka wychyla sie w prawo tym wiekszy jest poziom stresu.

Zaczelismy rozmowe. Strzalka twardo stala w miejscu. Trwalo to czas jakis - w koncu postanowila mi udowodnic, ze ta skrzyneczka jednak dziala. Zadala mi banalne pytanie: "Pomysl o kims, kto ostatnio mial wplyw na twoje zycie". Nie musiala dlugo czekac na reakcje. Pudelko zachowalo sie jak prodkosciomierz w Ferrari (0-100 w 4.3 sek) - wybuchnalem smiechem - a jednak sie kreci.
Zaintrygowana tym obrotem sprawy zapytala o kim pomyslalem.

- A o kim moglem pomyslec - odpowiedzialem i patrzac w obawie na wciaz wychylajaca sie strzalke zapytalem czy da sie to cos zepsuc - ewidentnie wygladalo na to, ze jednak zamkne budzik.

Odpowiedziala, ze raczej nie - nie bylem tego taki pewien. Zapytala co sie stalo.

To jednak to nie byla juz moja historia mimo iz bralem w niej udzial wiec opowiedzialem jej ja prosto z mostu. Cala, w kilku zdaniach, bez owiajania w bawelne - poniewaz nie wiedziala co zrobic tez zaczela sie smiac - teraz to ja zalowalem ze to ona nie trzyma tych cylindrow.

Ferrari zaczelo hamowac - 100km/h do 0 w 25m - stop z piskiem opon... znow byla niedziela, slonce i wlasnie szedlem na obiad. Poziom stresu - 0.

Aha, kupilem ksiazke na ten temat - straszne dno - to ja juz wybieram rzeczywistosc - jest fascynujaca.

back